AJ strzela na DW. Wigan 1-1 Fulham.

W niezwykle istotnym, wyjazdowym meczu „o sześć punktów”, gospodarze z DW Stadium w Wigan zremisowali z Fulham 1-1. The Latics wyszli na prowadzenie po golu Hugo Rodallegi, który wykorzystał błąd Stockdale’a. Na bramkę the Whites musieliśmy czekać aż do 86 minuty, kiedy Andew Johnson przełamał swoją strzelecką niemoc i wyrównał stan rywalizacji. W rezultacie, oba zespoły pozostają blisko strefy spadkowej i przez najbliższe tygodnie muszą pozostawać w pełnej koncentracji.


Choć  na sezon w Premier League składa 38 piłkarskich pojedynków, podczas których stawką są trzy oczka, to o niektórych meczach zwykło się mówić, że są to pojedynki o sześć punktów. Takim właśnie spotkaniem był sobotni mecz Fulham z Wigan Athletic na DW Stadium. Oba zespoły, pogrążone w niezwykle zaciętej walce o utrzymanie, nie mogły pozwolić, aby to właśnie przeciwnik odniósł zwycięstwo. Bezpośrednie pojedynki między zespołami na dole tabeli bez wątpienia odegrają na finiszu sezonu niebagatelną rolę. O randze tego meczu świadczy fakt, że już od kilku tygodni fani z Craven Cottage namawiali się na forach, by do północnej Anglii pojechać możliwie dużą reprezentacją. Efekt tej akcji był jak najbardziej zadowalający, bo kibice Fulham byli słyszalni przez długie fragmenty meczu. Ale od początku. Podopieczni Marka Hughesa przystąpili do tego spotkania w dobrych nastrojach, po wygranych meczach z Peterborough i WBA. Pomyślne wieści dopływały także ze sztabu medycznego, gdyż do pełnej sprawności powrócił zarówno Andy Johnson, jak i Moussa Dembele. Choć obaj zawodnicy pozostali na ławce rezerwowych,  trener Fulham miał zdecydowanie powiększone pole manewru jeżeli chodzi o komponowanie linii ataku, co ostatnio było dużym problemem. Wyjściowa jedenastka przedstawiała się zatem dokładnie tak samo jak podczas dwóch ostatnich spotkań, z Davidem Stockdalem w bramce, zastępującym sprawującego obowiązki reprezentacyjne Marka Schwarzera. W drużynie przeciwników z Wigan najważniejszą informacją był powrót do gry Charlesa N’Zogbii, który pauzował trzy mecze za czerwoną kartkę.

Spotkanie rozpoczęło się w sennym tempie, tak jakby obie drużyny nie chciały poczynić  pierwszego kroku, obawiając się reakcji przeciwnika.  Kibice gospodarzy również zwiedli dzisiejszego popołudnia, zostawiając na stadionie masę wolnych krzesełek i bez walki oddając przyjezdnym z Londynu inicjatywę na trybunach. Pierwszy celny strzał zobaczyliśmy dopiero w 9 minucie, kiedy to Chris Baird, ewidentnie rozochocony ostatnio dubletem ze Stoke, spróbował strzału z dystansu. Sytuacja do tego było zaiste dobra i uderzenie Chrisa mogłoby sprawić trudności pożyczonemu z Boltonu Al-Habsiemu, gdyby nie to, że zdecydowanie brakowało mu siły. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. John Pantsil stracił piłkę na lewym skrzydle Wigan, Figueroa pomknął do przodu i dośrodkował do Rodallegi. Bezdyskusyjnie jeden z najlepszych zawodników The Latics bez zastanowienia strzelił na bramkę Stockdale’a, ale futbolówka w dość znacznej odległości minęła słupek. Po tym krótkotrwałym okresie ożywienia na długie minuty ponownie wiało nudą. Fulham było drużyną lekko przeważającą, dłużej utrzymywało się przy piłce. W efekcie tej przewagi przyjezdni wywalczyli kilka kornerów, ale drużyna Martineza zdawała się odrobić pracę domową i przy rożnych broniła się zdecydowanie lepiej niż czynił to zespół West Bromwich Albion przed ponad tygodniem. Jednak obiektywnie patrząc, piłkarze Wigan prezentowali się na boisku wręcz tragicznie, niczym drużyna niegodna gry w Premier League, nie umiejąc wymienić choć kilku celnych podań. Zagrania na krótkie odległości były przejmowane przez graczy z Craven Cottage, a przerzuty lądowały na autach. I kiedy intensywność z jaką doznawałem tych wrażeń osiągała swoje apogeum, gracze w niebieskich stronach wyprowadzili kontratak prawą stroną, Stam wrzucił piłkę w pole karne, a Rodallega przepięknie złożył się do główki i trafił w słupek. Dobitka N’Zogbii została zablokowana przez Pantsila. Fulham miało dużo szczęścia, podobnie jak chwilę później, kiedy bez konsekwencji pozostał fatalny błąd Stockdale’a, który we własnym polu karnym wypuścił piłkę z rąk. W 32 minucie najlepszą okazję pierwszej połowy do otwarcia wyniku miał Duff. Dempsey zagrał wyśmienitą piłkę za wysoko wysuniętą linię obrony przeciwnika, co spowodowało, że Irlandczyk znalazł się oko w oko z Al-Habsim. Damien miał wystarczająco dużo czasu by podrapać się po nosie i zapytać Omańczyka w który róg chce „dostać” piłkę, a jednak strzelił słabo i goalkeeper gospodarzy zdołał obronić to uderzenie. Dobitka jednego z graczy Fulham – potężna petarda – była całkiem niezła, ale jednak przeleciała nad poprzeczką bramki. Mając na uwadze problemy ze strzelaniem bramek jakie ma Fulham i ciężar gatunkowy meczu, można wielce żałować, że Duff swojej okazji nie wykorzystał. Zwłaszcza, że mógł jeszcze odgrywać do Kamary. Gra, naturalnie, toczyła się dalej, ale obie drużyny potwierdzały swoją indolencję ofensywną, jakby stwarzanie sytuacji pod bramką przeciwnika było dla nich tak skomplikowane technicznie jak Wielki Zderzacz Hadronów. Ostatecznie gwizdek kończący pierwszą połowę zakończył męki obu ekip i obudził tych, którzy od piętnastu minut bezstratnie sobie drzemali.

Druga część gry nie rozpoczęła się niestety w sposób bardziej emocjonujący niż kończyła pierwsza. Wigan zdawało się grać nieco lepiej, przypominając sobie, że celne podawanie nie musi być takie trudne. Wpierw ładna szarża N’Zogbii została powstrzymana przez masę obroną Fulham, a w 57 minucie Rodallega groźnie uderzał,  trafiając jednak wprost w Stockdale’a. Jednak minutę później stało się najgorsze. Dłuuuga piłka gdzieś z własnej połowy, wykopana przez bramkarza, przeskoczyła Hughesa i postawiła Hugo Rodallegę w znakomitej sytuacji. Kolumbijczyk wpadł w pole karne, zauważył, że bramkarz Fulham wpierw zawahał się czy wyjść, a następnie zastygł kilka metrów od linii bramkowej i ładnej urody, technicznym strzałem przerzucił futbolówkę nad Stockdalem. Gospodarze wyszli więc na prowadzenie, a Rodallega mógł oddać się swojej oryginalne celebracji bramki. Hughes, mający niezwykle kwaśną minę przy bocznej linii boiska, reagował od razu, wpuszczając na murawę Moussę Dembele. Powracający po kontuzji Belg, ewidentnie żądny gry, niemal samodzielnie popchnął do przodu zespół, wprawiając podopiecznych Martineza w niemałe zakłopotanie, dryblując bez problemu między dwoma-trzema zawodnikami the Latics. W 66 minucie Baird przepięknie wypuścił na lewym skrzydle Daviesa, który dośrodkował w pole karne do Dempseya. Będący pod presją obrońcy Amerykanin oddał uderzenie, które jednak zostało pewnie obronione przez Al-Habsiego. Nie pierwszy raz w tym meczu, na odpowiedź drugiej drużyny nie trzeba było długo czekać. Dwóch zdecydowanie wyróżniających się graczy gospodarzy – N’Zogbia i Rodallega – w dwójkę rozbili defensywę gości w kontrataku i kuzyn znanego francuskiego tenisisty (Jo-Wilfrieda Tsongii) wspaniale dośrodkował do Rodallegi, który w dogodnej sytuacji nie potrafił odpowiednio ułożyć stopy i zmarnował tą doprawdy wyborną okazję. Tak więc piłkarze the Cottagers wypuścili powietrze ze swoich płuc z dużą ulgą i przystąpili do dalszych szturmów. W polu karnym rywala padł Damien Duff, ale Antolin Alcaraz czysto wygarnął piłkę. W 71 minucie obronę Fulham ponownie nękał Kolumbijczyk Rodallega, ale jego strzał z bliskiej odległości świetnie obronił Stockdale. Seria rożnych dla Fulham nie przyniosła nic pozytywnego i zniecierpliwienie pośród kibiców z Londynu rosło z każdą sekundą. Hughes postanowił jeszcze bardziej wzmocnić atak i wprowadził na boiska Andy Johnsona, który zmienił Daviesa i szybko wprowadził sporo zamieszania w szeregi obronne Wigan.  Wreszcie w 77 minucie fani Fulham mogli wybuchnąć niestłumioną radością, kiedy podanie Duffa doszło do Dempsey’a ustawionego na piątym metrze. Ten przyjął futbolówkę i umieścił ją w siatce. Jednak radość ta była względnie krótka, gdyż sędzia liniowy zasygnalizował, że Dempsey przyjął piłkę ręką i choć piłkarze Hughesa protestowali niczym górnicy pod kancelarią premiera, arbiter popisał się sokolim wzrokiem i znakomicie dojrzał nieprzepisowe zagranie popularnego Deuce’a. Minuty uciekały, a bardzo ważne punkty były coraz bliżej DW Stadium. Gracze z Craven Cottage grali z coraz bardziej panicznie, pośpiesznie konstruując akcje. Dempsey upadł w polu karnym Wigan, ale sędzia ponownie nie okazał mu przychylności. I wtedy na pomoc przyszedł człowiek o pseudonimie AJ, który jak nikt inny chciał strzelić bramkę i jak nikt inny pracował by to uczynić. W końcu od 14 marca 2009 roku minął już szmat czasu, a snajperowi tego autoramentu nie przystoi być tak długo na strzeleckiej posusze. Ale wszystko zaczęło się od Clinta Dempsey’a, który po prawej stronie boiska pomknął z piłką, zszedł do środka i wykonał niesygnalizowane podanie do Andy Johnsona. Były reprezentant Anglii był zupełnie niekryty (nikt nie spodziewał się takiego podania Dempsey’a), wspaniale przyjął piłkę, następnie długo przygotowywał ją sobie do strzału, a gdy w końcu uderzył futbolówkę, ta odpiła się od rozpaczliwie interweniującego obrońcy, poszła po rękawicy Al-Habsiego, i jakby mając nadwagę, leniwie wpadła do siatki. Kibice przyjezdnych oszaleli, a Johnson nie krył swojej wielkiej radości i pobiegł do sektora gości cieszyć się ze swojej bramki wraz z kibicami. Ci nie omieszkali go wyściskać i zapewne rzucić parę motywujących słów. Andy wreszcie się przełamał, a szczęście, które wcześniej często go opuszczało, teraz było przy nim jak najwierniejsza małżonka. Przed upływem regulaminowego czasu gry goście mieli jeszcze swoją piłkę meczową. Po rzucie rożnym do główki najwyżej wyskoczył Hangeland, ale pod presją przeciwnika nie zdołał on skierować piłki w światło bramki, myląc się o około metr. Ostatecznie nic się już nie zmieniło, a spotkanie zakończyło się sprawiedliwym podziałem punktów. Fulham, na szczęście, spełniło swój warunek konieczny : nie przegrało. I choć swoją grą nie zachwyciło, a w batalii o utrzymanie w lidze nie poczyniło żadnego znaczącego kroku, ani w stronę przepaści, ani pozwalającego się od niej oddalić, ze spotkania można wyciągnąć kilka pozytywów. Niezwykle aktywna gra Moussy Dembele, przełamanie strzeleckiej niemocy w wykonaniu AJ i powrót do dobrej dyspozycji Dempsey’a są dobrymi prognostykami przed meczem ze Stoke na Craven Cottage.

 


Autor: Macu; Napisano: 2011-01-16 00:47:47
Podobne newsy
Oceń news

Łącznie oddano 0 głosów

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Autor: mnich33 Wysłano: 25 lutego 2011; 10:36

Zobaczcie jak ograć Buka! http://www.typ-dnia.pl/

Autor: cookie Wysłano: 19 stycznia 2011; 02:50

Haha, Macu, myślę że używany przez nas polski jest zupełnie poprawny i translator z krwi i kości nie miałby problemów z tłumaczeniem naszych wypocin na schludny Inglisz - po prostu podziwiam te nieco tępawe internetowe urządzonka :p Można chyba spokojnie stwierdzić, że na całe szczęście człowiek tutaj przez maszynę wyparty nie będzie.

Fakt, ja też zapomniałem pochwalić Etuhu, co bewzględnie muszę zrobić po tym, jak byłem jednym z jego najgłośniejszych krytyków. Kapitalna dyspozycja Dicksa, myślę że wynika to z tego, na co liczyliśmy od jakiegoś czasu - że Etuhu zorientuje się z czego brały się te luki i po prostu wróci do roli klasycznego - jak to mawia Krzysiek - przecinaka. W tym elemencie spisuje się teraz po prostu bezbłędnie, agresywny do tego idealnego, granicznego stopnia, przeciwnicy mają się kogo bać, chociaż wszystko odbierane jest czyściutko. Co do Daviesa, ja się oczywiście zgadzam, że drybling ma fatalny, widziałem po prostu chyba gorsze mecze z jego udziałem.

Atmosfera rzeczywiście nie udziela się wszystkim, gdzieś tam z tyłu siedzi też przecież odrzucony przez obecny sztab człowiek dla którego ten klub to wszystko - Ray Lewington. Bardziej jest to na zasadzie tego, że Hughes dobrał sobie tych kilkunastu piratów, kilku odrzucił (Gery nie wybaczę mu nigdy), wszyscy nauczyli się machać szabelkątaką wesołą, bojowo nastawioną grupką krążą od stadionu do stadionu - i oglądanie tego wszystkiego sprawia niekłamaną radość. Hughes powoli naprawdę robi z nas wojowników, zachowując przy tym klubowy klimat - ciekawa mieszanka. I zawodnicy się w tym generalnie odnajdują, Dempsey'owi chyba nic nie odpowiada bardziej niż bycie boiskowym kozakiem, Andy szaleje na maksa. Dlatego słowa krytyczne pod jego adresem ciężko przychodza mi na język - on jest temu klubowi naprawdę wdzięczny, pięknie okazywał radość i po golach Bairdinho i teraz. Choć całowanie herbu mógł sobie darować... :p

Haha, rzeczywiście ktoś tam upada na tych trybunach. Ponoć uczestniczyli też w tej całej radości jacyś popularni bliźniacy, którzy jeżdzą na wyjazdówki, ale ja tam nikogo takiego nie umiałem wyróżnić.

Autor: Macu Wysłano: 19 stycznia 2011; 00:50

na tę NIE można narzekać*

Autor: Macu Wysłano: 19 stycznia 2011; 00:49

A co, będzie nowa wytyczna dla redaktorów, by pisać tak artykuły, by ładnie były tłumaczone na angielski? :P

Etuhu rzeczywiście w dwóch ostatnich meczach dzielił i rządził środkiem. Co prawda przeciwnicy nie byli z najwyższej półki, ale to właśnie ważne, by z potencjalnymi spadkowiczami być w stanie kontrolować chociaż jeden obszar boiska. Ja podzielam zdanie Krzysztofka o Daviesie. Sam z resztą już kiedyś o tym pisałem. Davies może i potrafi świetnie podać lub dośrodkować, ale przedryblować przeciwnika - już nigdy. Z zasady podbiega do niego i staje, podając do środka lub do tyłu. Miałem z resztą pisać o Gohourim, bo na prawdę sprawiał fatalne wrażenie. Wystarczyło go przycisnąć, a kompletnie się gubił. Niestety nie wykorzystaliśmy tego. Przydałby się taki SWP, tudzież można było przesunąć Dempseya i dać zagrać takiemu jednemu Węgrowi...

Czujne spostrzeżenia Cookie odnośnie radości i atmosfery. Co jak co, ale chyba na tą można narzekać, mimo tego, że nie wszyscy są w zespole zadowoleni (Riise, Gera, E.Johnson). Też w oko wpadła mi radość asystentów Hughes'a. Ale nie wiem czy zauważyliście sceną godną the 3rd Eye? :) Mianowicie, po golu AJ, gdy Andy podbiega do kibiców, widać, że jeden z nich przewrócił się na trybunach, zapewne chcąc szybko zbiec do naszego strzelca. ;)

Hughes rzeczywiście pomylił się, źle obliczył lot piłki, ale jemu taki błąd można wybaczyć. Kiedy następny się przytrafi, świat już będzie zupełnie innym miejscem. :P

Autor: cookie Wysłano: 18 stycznia 2011; 17:34

Nie wiem, czy ksywę Macu należy jeszcze skracać, wyszedłby dziwny, podwójny skrót :P swoją drogą, mam ostatnio dziwną schizę i co jakiś czas wchodzę na google translate'a zobaczyć, jak się nasza strona miewa po "angielsku"- i co ciekawe, Macu figuruje tam jako 'Mac' :p

Dzięki za relację Macu. Uff, wreszcie jest chwila, by skomentować. Chyba dobrze, że ominęła mnie pierwsza połowa, z tego co mówicie, nieco nudna, choć oglądając skróty nie mogłem uwierzyć że wypracowaliśmy sobie - i co gorsza, zmarnowaliśmy - taką sytuację, jaką miał Duff. To trochę obniżyło moją końcową ocenę tego zawodnika, bo widząc jego wyczyny w II połówce byłem oszołomiony, znów wrócił do wysokiej dyspozycji.

II połówka zdecydowanie nasza, Wigan już tylko kontrowało, co daje nieco smutny obraz teamu który podejmuje o siebie niewiele wyżej będącą ekipę i gra mecz o sześć czy nawet więcej punktów. Nasza gra była bardzo miła dla oka, niezliczone razy kombinacyjnie rozpracowaliśmy Wigan i wydawało się, że skończy się zwycięsko. Niestety. Mimo to, bardzo dużo pozytywów widzę, atmosfera w teamie jest wprost genialna, ludzie, można się rozpływać jak widzi się tak nabuzowanego AJ'a, tak solidarną resztę piłkarzy która wspólnie cieszy się z przyjezdnymi kibicami, tak bojowo nastawionego managera ktory celebruje bramki jakby sam je strzelił (a do tego ta banda asystentów Hughesa, jest ich nieco za dużo, ale ubaw po pachy jak się skróty ogląda, ci to dopiero szału po bramkach doznają :P). Kiedy padła ta bramka i kiedy zaczęła się ta maniakalna radość, poczułem się o pięć lat młodszy, świeżo zafascynowany klubem.

Gra w drugiej połowie powinna nam przynieść wygraną, głupia akcja Wigan nam to odebrała, ale i tak jestem pewien że skończymy od nich wyżej. Duff z Pantsilem robili co chcieli po prawej, na lewicy Davies też wcale tak źle nie grał, raz czy dwa z Bairdem, podobnie jak duo z prawej, rozmontowali Wigan. Krzysiek, tam z WBA to nawet nie o Brunta chodziło, Brunt już ma całkiem uznaną markę, chodziło o juniora Hursta, który zaliczał ligowy debiut a Simon bał się go jak ognia. Zresztą zauważyłem że Davies dorobił się już całkiem powszechnego takiego wrażenia, na forach jest czasem nazywany "Simple Simon" :P ale z Wigan mi niczym naprawdę nie podpadł.

Bramka mocno obciąża Stocky'ego, ale burę musi też zebrać Hughes. Przegrany pojedynek główkowy zupełnie zgubil Stockdale'a, został złapany na wykroku i doznał paraliżu, nie mogąc się już cofnąć do tyłu. Do przodu tez nie było jak się ruszyć, wtedy szybciej dostałby loba. Całkiem przeżył tę utratę bramki, myślę że wpłynie to na niego bardzo mobilizująco.

Autor: Krzysztofek Wysłano: 18 stycznia 2011; 15:15

Spoko M'cu (uwielbiam takie angielskie skróty, Liv'pool, B'pool, B'burn), ważne, że jest relacja. Strasznie mi to przypominało potyczkę z Tottenhamem. Nudne zawody, tym razem Fulham grało lepiej, bo i słabszy rywal, kontrolowali wydarzenia, ale dostali gola. Swoją drogą na palcach jednej ręki mogę policzyć bramki dla rywali w tym sezonie, które by padły po okresie ataków przeciwnika. Zdecydowana większość ma bardzo podobny scenariusz: Fulham gra, rozkręca się i nagle z niczego dostaje bramkę, czasami dwie.
Obawiałem się, że skończy się tak jak z Tottenhamem, tym razem dopisało nam więcej szczęścia, choć nie ukrywajmy, że remis nie jest zadowalającym wynikiem, biorąc pod uwagę oczekiwania. Inna sprawa, że mimo przewagi FFC, to Wigan miało lepsze sytuacje (poza dwoma nieuznanymi bramkami, gdzie sytuacje były dość stykowe, ale poprawnie zinterpretowane).

Cieszy wreszcie zdobyta bramka przez AJ'a, mam nadzieję, że nie jest to wyjątek potwierdzający regułę o jego nieskuteczności, a jaskółka, która wbrew powiedzeniu, uczyni wiosnę. :P

Dobry mecz w środku, Murphy faktycznie powoli się rozkręca, choć nie jest to poziom z zeszłego sezonu. Etuhu? Dla mnie najlepszy zawodnik Fulham, rozbijał wszystko co szło środkiem, więc akcje Wigan były groźne tylko przy długich podaniach do Rodallegi. Aktywny Duff, czego nie można powiedzieć o Daviesie. Cookie słusznie zauważył po meczu z WBA, że Simon sobie kompletnie nie radził z młodym Bruntem. Tym razem naprzeciwko niego grał Gohouri, nominalny stoper, sprawiający wrażenie mocno niepewnego. Przez 90 minut Davies nie wdał się w ani jeden pojedynek z nim. Zawsze mając go na przeciwko siebie odwracał się i oddawał piłkę.

Na koniec zgodzę się z Jackiem, który napisał to w shoutboxie. Bramka na konto Stocky'ego. Pomijam fakt, że 99.9% sytuacji, gdy golkiper dostaje piłkę za kołnierz, jest skutkiem jego złego ustawienia. Bramkarz nie może zachować się tak jak Stocky przy bramce. Czyli zrobić dwa kroki do przodu i czekać. Albo zostaje na linii i liczy, że wyciągnie piłkę, albo wychodzi, maksymalnie skracając kąt zawodnikowi i utrudniając mu oddanie strzału.

Autor: Macu Wysłano: 16 stycznia 2011; 00:57

Sorry za statsy z guardiana, ale już nie mam czasu. ;P

Mecze drużyny

  • Następny mecz
  • Poprzedni mecz

Liverpool FC - Aston Villa
3:0
06.12.2010; godz. 21:00

Raport pomeczowy nie znaleziony!

Sonda

Wybieramy gracza grudnia! (Arsenal, Sunderland, West Ham, Stoke)

Piłkarz miesiąca

Tylko zalogowani mogą wybierać piłkarza miesiąca!

Shoutbox

  • Matthias, 30.01.2012; godz.02

    CZEKAM NA INFO.......

  • Matthias, 30.01.2012; godz.02

    czekam na propozycje co do strony i sprzedazy....chcecie mozemy reaktywowac....fundusze beda....ale wszyscy musimy tego chciec....

  • Matthias, 30.01.2012; godz.02

    PROSZE DO MNIE PISAC JESLI CHODZI O STRONE JESTEM JEJ WLASCICIELEM....GG831792

  • Iniesta111, 16.01.2012; godz.13

    Iniesta111

  • fulham99, 10.12.2011; godz.09

    Witam do kogo mam napisać w sprawie kupna strony ?? Proszę odpowiedź na gg 17747133

  • gall, 02.09.2011; godz.23

    Tak dla zainteresowanych strona jest na sprzedaż... :]

  • Krzysztofek, 14.03.2011; godz.20

    Czy to jakaś prowokacja? Blog Maca został reaktywowana ponad miesiąc temu, strona nie jest aktualizowana od półtora. Przez ten czas jedyne co zrobiłeś to te nieliczne wpisy w shoutboxie.
    Numer gadu gadu mój czy Maca jest powszechnie dostępny, nawet na tej stronie, nie raczyłeś do żadnego z nas napisać. Jeśli rzeczywiście zależało Ci na tej stronie (Twoja aktywność w ciągu tych kilku miesięcy naszej pracy nie wskazywała na to), to trzeba było do nas napisać, a nie czekać na to, że my się do Ciebie odezwiemy.
    Zresztą fakt, że nie jesteś świadom tego, że tutaj przez kilka dni toczyła się w shoutboxie decyzja na temat naszego odejścia nie najlepiej ukazuje Twoje zainteresowanie stroną.
    Twoje komentarze na blogu skasowałem i będę to dalej czynił, jeśli będziesz nas bezpodstawnie oczerniał. Zarzucanie któremukolwiek z nas braku zaangażowania i pracowitości przy tworzeniu tej witryny jest po prostu przykre.

    Dzięki Jacku za miłe słowa. Widać, że jak ktoś regularnie tu zaglądał, to wie jak sytuacja wyglądała. :-)

  • Matthias, 14.03.2011; godz.13

    Dziekuję za info jacek_uk
    Sprawdzę to sobie...

  • jacek_uk, 14.03.2011; godz.06

    Moim zdaniem to raczej nalezaloby zlozyc tym panom podziekowania za to ze dzieki ich dzialalnosci strona ta funkcjonowala przez ten niecaly rok.Sprawdz archiwum shoutboxa gdzie znajdziesz posty od redaktorow wyjasniajace przyczyny ich odejscia z tej strony albo po prostu skontaktuj sie z nimi na blogu http://fulhampolska.wordpress.com/

  • Matthias, 14.03.2011; godz.00

    NIC NIE WIEM O TYM ABY ONI TŁUMACZYLI ZAISTNIAŁA SYTUACJĘ.NIC DO MNIE NIE DOTARŁO.PROSZĘ O DALSZE INFO W TEJ SPRAWIE...EWENTUALNIE PROSZĘ O KONTAKT NA MOJE GG..831792

statystyki

Strona istnieje 653 dni Osób on-line: 2 Userów w serwisie: 80 Newsów w serwisie: 413

2010 Copyright for FulhamFC.pl All right reserved (Wszelkie prawa zastrzeżone)
CMS: Wrex Projekt graficzny: Arkadiusz Chatys