Krok w stronę bezpieczeństwa. Fulham 2-0 Stoke.

Fulham komfortowo wygrywa 2-0 ze Stoke City na Craven Cottage i kontynuuję ustawiczne oddalanie się od strefy spadkowej. Nowym bohaterem konfrontacji z The Potters był Clint Dempsey, który dwa razy pokonał Begovicia, w tym raz z rzutu karnego. The Whites kompletnie zdominowali swojego przeciwnika i posiadając piłkę przez 68 % czasu gry rozegrali jeden z najlepszym meczów w tym sezonie.

Niespełna miesiąc po pierwszym ligowym pojedynku ze Stoke City, w którym Fulham sięgnęło po długo wyczekiwany i niezwykle istotny wyjazdowy komplet punktów, oba zespoły ponownie zmierzyły się ze sobą, tym razem na Craven Cottage.  W grudniowym spotkaniu obu drużyn bohater był niespodziewany. A był nim Chris Baird, który wskoczyło składu The Whites na pozycji lewego obrońcy i zaliczył w tamtym meczu dwa trafienia. Zwycięstwo na Brittania Stadium może okazać się przełomowe dla całego sezonu, gdyż po tamtym meczu Fulham wreszcie złapało formę i zaczęło się mozolnie wydobywać z dołu tabeli. Do dzisiejszego pojedynku piłkarze Hughesa przestępowali już będąc nad strefą spadkową, jednak mając na uwadze ścisk panujący u podstawy tabeli, trzy punkty na własnym obiekcie były wręcz konieczne. Bitwa ze Stoke, bo takie słowo najlepiej opisuje konfrontacje z niezwykle silnymi fizycznie graczami  The Potters, miała tym razem kilka dodatkowych podtekstów. Wcześniej, na łamach mediów, zarówno trener Fulham, jak i kapitan zespołu Danny Murphy, odważyli się skrytykować drużynę Tonny’ego Pullisa za nadmiernie ostrą grę. Sytuacja dodatkowo się zagoniła, kiedy po meczu rundy jesiennej Pullis nie podał ręki zwycięskiemu wówczas Hughesowi, w rewanżu na podobne zachowanie Hughesa we wrześniowym meczu pucharowym (trener The Cottagers był rozsierdzony obrzydliwym faulem Wilkinsona na Dembele). Na szczęście topór został dziś zakopany i obaj szkoleniowcy uścisnęli sobie dłonie przed rozpoczęciem sportowej rywalizacji. Na murawę Craven Cottage gospodarze wybiegli w standardowym ustawieniu 4-2-2. W porównaniu do ostatniego meczu, w składzie zaszły dwie zmiany. Na ławkę rezerwowych powędrował Simon Davies, a od pierwszej minuty ujrzeliśmy bohatera z DW Stadium Andy Johnsona. Obecność Anglika spowodowała, że do linii pomocy, na lewą stronę przesunięty został Clint Dempsey. Na ławce rezerwowych usiadł także Kamara, zastąpiony powracającym do pełnej dyspozycji Moussą Dembele. Wreszcie koszmar z kontuzjami zdaje się dobiegać końca, a jedynym nieobecnym z powodów zdrowotnych pozostał ten na którego wszyscy czekamy, Bobby Zamora. Natomiast Mark Schwarzer nadal uczestniczy w mistrzostwach Azji, tak więc David Stockdale kontynuował swoje zastępstwo między słupkami bramki. W ekipie gości jedynym kontuzjowanym był Danny Higginbotham, co zmusiło walijskiego szkoleniowca The Potters do wystawienia na lewej obronie Danny’ego Collinsa. W ataku przyjezdnych szansę dostała dwójka Jones – Tuncay, a nowy nabytek drużyny znad Trentu John Carew pierwsze minuty spotkania oglądał za linii bocznej.

Sędzią sobotniego meczu był Stuart Attwel i to właśnie on dał sygnał do rozpoczęcia zawodów. Mimo usilnych starań grających na niebiesko gości, Fulham szybko przejęło inicjatywę, jak ma to często miejsce na Craven Cottage. Od samego początku niezwykłą aktywność przejawiał Damien Duff, który na prawej stronie raz po raz napędzał stracha Collinsowi. Jego pierwsza wrzutka dotarła do Dembele, jednak uderzenie Belga było zablokowane. W odpowiedzi, w 5 minucie Stoke było bliskie prowadzenia. Akcja gości miała standardowy scenariusz: rzut wolny w okolicach bramki, dośrodkowanie Etheringtona. Do piłki wstrzelonej przez byłego piłkarza West Hamu najwyżej wyskoczył Shawcross, bez problemu wygrał pojedynek z Hughesem i strzelił minimalnie koło lewego słupka bramki. Kibice odetchnęli. The Whites nie pozwolili się zepchnąć do obrony i ponownie ruszyli na bramkę Begovicia. W 9 minucie Duff zagiął na lewej flance do środka, ułożył sobie piłkę na lepszej, lewej nodze i huknął ile sił w stopie. Futbolówka poruszała się po dość dziwnej paraboli i ostatecznie z brzdękiem niosącym się po Tamizie zatrzymała się na poprzeczce. Być może Begović zdołał minimalnie zmienić tor lotu piłki, ale to dotknięcie nie miało większego znaczenia. Gospodarze kontynuowali napór na rywala. Niespełna chwilę później o strzał z dystansu pokusił się Murphy, ale nie trafił w światło bramki. Piłkarze Pullisa próbowali momentami groźnie kontratakować, ale w ich staraniach brakowało dokładności. Tymczasem Fulham długo szanowało piłkę i usypiało rywala. Kolejną okazję do otworzenia wyniku miał Duff, który w 21 minucie otrzymał podanie od Etuhu, ponowie zagiął do środka i posłał piłkę w długi róg bramki. Begović zrobił wszystko by wybić ten strzał i ostatecznie skutecznie interweniował. Następnie futbolówka odbiła się chyba jeszcze od ręki Shwarcrossa, ale uszło to uwadze arbitra. Goście znowuż postanowili nie pozostawać dłużni i przeprowadzili akcję po której Baird źle wybijał głową dośrodkowanie, a Jones z ostrego konta trafił w słupek. Po tym krótkotrwałym incydencie gospodarze powrócili do swojej gry i ich mozolna, cierpliwa praca wreszcie przyniosła owoce. Na zegarze zawieszonym na Putney End była 32 minuta. Dość przypadkowa piłka z prawej strony boiska trafiła wprost na nogę Andy Johnsona, ustawionego w polu karnym. Popularny AJ przyjął ją sobie do boku, zmylił Shawcrossa, który spodziewał się strzału, dobiegł do linii końcowej by wzdłuż niej zagrać klasową piłkę w pole karne. Czyhającemu na to Clintowi Demsey’owi nie pozostało nic innego jak wepchnąć ją do siatki. Jak najbardziej zasłużony gol dla Fulham nie spowodował szturmów Stoke, obraz gry nie uległ zmianie. Jednakże bramka znacznie uspokoiła gospodarzy, którzy po objęciu prowadzenia z rzadka zwykli je oddawać. Ostatnie minuty pierwszej połowy były pozbawione większych emocji i ostatecznie gospodarze schodzili do szatni z jedno bramkowym prowadzeniem.

Przed opisem drugiej połowy pozwolę sobie na małą dygresję taktyczną. Powrót Clinta Dempseya do linii pomocy nieco zmienił styl gry zespołu Marka Hughesa. Mający inklinację do gry bardzo ofensywnej Clint Dempsey z rzadka szarżował wzdłuż linii bocznej, a zdecydowanie częściej schodził do środka. Jest to tym bardziej zrozumiałe, że za sobą miał prawo nożnego Bairda, który niechętnie podłączał się do akcji zaczepnych i „ograniczał się” do posyłania profesorskich, niezwykle dokładnych krzyżowych piłek na prawą flankę. A to właśnie strona Damiena Duffa i Johna Pantsila była silnikiem napędowym, by nie powiedzieć odrzutowym, akcji Fulham. Dobrze współpracujący z Ghanijczykiem Irlandczyk z częstotliwością godną 20-latka ogrywał Danny’ego Collinsa i był źródłem ciągłego zagrożenia pod bramką The Potters. Świetną robotę wykonywała także dwójka Debele – Johnson, która swoją ruchliwością konfudowała stoperów rywala. Tymczasem zostawiając białe tablice w szatni i wracając na zieloną murawę stadionu, należy wspomnieć o wydarzeniach z 53 minuty. Kibice jeszcze nie zdążyli na dobre rozsiąść się na wąskich krzesełkach, wytrzeć z kącików ust śladów keczupu po hot-dogach, a przepiękną futbolówkę do Dempsey’a posłał Danny Murphy. O ile jednak podanie anglika było klasy światowej, o tyle przyjęcie Amerykanina było zwyczajnie nieziemskie. Będąc przodem do środka boiska Deuce zgasił piłkę stopą i jednocześnie, obracając się przy tym w kierunku bramki, pchnął ją do przodu między dwójkę stoperów Stoke. Następnie dopadł do wypuszczonej przez siebie futbolówki w polu karnym i już chciał oddać strzał, ale został ściągnięty do ziemi przez olbrzymią masę Ryana Shawcrossa. Decyzja arbitra mogła być tylko jedna – jedenastka dla The Whites i czerwona kartka dla byłego piłkarza Manchesteru United. Choć stare porzekadło piłkarskie mówi, że poszkodowany z wapna strzelać nie powinien, Dempsey postanowił zadać mu kłam i mocnym strzałem w środek nie dał żadnych szans bośniackiemu bramkarzowi gości. Druga bramka zdawała się rozstrzygać już losy tego meczu, ale Pullis wierzył jeszcze w swój zespół i przeprowadził szereg zmian. Postanowił zdjąć z murawy m.in. stale ogrywanego Collinsa, a na pojawili się na niej debiutant Carew, Diagne-Faye i Whelan. Chwilę potem zmianę przeprowadził także Hughes. Jakiegoś drobnego urazu nabawił się Dickson Etuhu, co spowodowało, że swój debiutancki mecz zaliczył gorąco powitany przez publikę Steve Sidwell, kupiony z Aston Villi. Silne tego popołudnia w środku pola Fulham stale kontrolowało przebieg wydarzeń. W 72 minucie bliski trzeciej bramki był Johnson. Znakomicie przyjął długą piłkę od Murphy’ego, ogrywając przy tym Faye i zaginając w lewo, jednak po zejściu do środka, pod naciskiem defensora rywali, strzelił lewą nogą nieco nazbyt centralnie i lekko , przez co Begović popisał się skuteczną interwencją. Po tym wydarzeniu Fulham z dużą dozą radości z gry , czy wręcz arogancji, długo utrzymywało się przy piłce, nie dając Stoke zupełnie nic do powiedzenia. W międzyczasie na boisku pojawił się Zoltan Gera, ale tak szczerze powiedziawszy, to karty były już dawno rozdane i Węgier mógł jedynie uczestniczy w popularnej grze w dziadka. Do ostatniego gwizdka sędziego nic ciekawego się nie wydarzyło i Fulham odniosło kolejne dwubramkowe zwycięstwo nad graczami z Britannia Stadium. Tym razem bohaterem i autorem dubletu został Clint Dempsey, który z zimną krwią wykorzystał wszystkie nadążające się okazje. Pewne zwycięstwo, dobry styl, strefa spadkowa coraz dalej. Powodów do zadowolenia co niemiara. Nie mniej już w środę, na Anfield Roard, drużynę Marka Hughes’a czeka kolejny egzamin. Okres najważniejszych meczów w Premier League, determinujących cały sezon, bez wątpienia rozpoczęty. Miejmy nadzieję, że Fulham nadal będzie sobie tak dobrze radziło w tej swoistej piłkarskiej sesji.

 

Autor: Macu; Napisano: 2011-01-23 00:27:33
Podobne newsy
Oceń news

Łącznie oddano 0 głosów

Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze

Autor: cookie Wysłano: 24 stycznia 2011; 17:57

Dzięki Macu, super, że trzymasz tę stronę na nogach jeśli chodzi o relacje :) "Sesja" bez wątpienia już dawno rozpoczęta, mimo wpadki z WHU, a może właśnie dzięki niej, radzimy w niej sobie świetnie. Puściły blokady, o jakich Hughes mówił całe pół sezonu a my już powoli nie chcieliśmy go słuchać - te blokady naprawdę były i Fulham, cały czas bez Zamory, ale już gra świetnie. Cztery punkty nad strefą spadkową, ale i cztery punkty do bodaj 7. miejsca - można coraz śmielej patrzeć w górę. Jestem teraz w jeszcze lepszym nastroju, niż przed pierwszą planowaną wizytą na Anfield i myślę, że coś możemy zdziałać. Wielka bojowość w drużynie, doskonałe występy niemal całego składu. Był lekki smutek, kiedy AJ fantastycznie wypracowaną 100-tkę zmarnował jak szkolniak, bo to świadczy że nie do końca się odblokował, ale i tak ten mecz był czymś pięknym. No i znów ze Stoke, nagle z naszego najmniej ulubionego rywala stali się jednym z najprzyjemniejszych, chyba jednak w czułe punkty uderzył ich Danny:p choć i po tym meczu Pulis coś tam się dąsał, że Dempsey był raczej sprytny niż faulowany, ale rugbystów mamy już na szczęście z głowy.

Autor: Macu Wysłano: 23 stycznia 2011; 00:36

Ponownie statsy z Guardiana, ale strasznie się coś męczyłem z tą relacją i już nie miałem po prostu siły. :P

Mecze drużyny

  • Następny mecz
  • Poprzedni mecz

Liverpool FC - Aston Villa
3:0
06.12.2010; godz. 21:00

Raport pomeczowy nie znaleziony!

Sonda

Wybieramy gracza grudnia! (Arsenal, Sunderland, West Ham, Stoke)

Piłkarz miesiąca

Tylko zalogowani mogą wybierać piłkarza miesiąca!

Shoutbox

  • Matthias, 30.01.2012; godz.02

    CZEKAM NA INFO.......

  • Matthias, 30.01.2012; godz.02

    czekam na propozycje co do strony i sprzedazy....chcecie mozemy reaktywowac....fundusze beda....ale wszyscy musimy tego chciec....

  • Matthias, 30.01.2012; godz.02

    PROSZE DO MNIE PISAC JESLI CHODZI O STRONE JESTEM JEJ WLASCICIELEM....GG831792

  • Iniesta111, 16.01.2012; godz.13

    Iniesta111

  • fulham99, 10.12.2011; godz.09

    Witam do kogo mam napisać w sprawie kupna strony ?? Proszę odpowiedź na gg 17747133

  • gall, 02.09.2011; godz.23

    Tak dla zainteresowanych strona jest na sprzedaż... :]

  • Krzysztofek, 14.03.2011; godz.20

    Czy to jakaś prowokacja? Blog Maca został reaktywowana ponad miesiąc temu, strona nie jest aktualizowana od półtora. Przez ten czas jedyne co zrobiłeś to te nieliczne wpisy w shoutboxie.
    Numer gadu gadu mój czy Maca jest powszechnie dostępny, nawet na tej stronie, nie raczyłeś do żadnego z nas napisać. Jeśli rzeczywiście zależało Ci na tej stronie (Twoja aktywność w ciągu tych kilku miesięcy naszej pracy nie wskazywała na to), to trzeba było do nas napisać, a nie czekać na to, że my się do Ciebie odezwiemy.
    Zresztą fakt, że nie jesteś świadom tego, że tutaj przez kilka dni toczyła się w shoutboxie decyzja na temat naszego odejścia nie najlepiej ukazuje Twoje zainteresowanie stroną.
    Twoje komentarze na blogu skasowałem i będę to dalej czynił, jeśli będziesz nas bezpodstawnie oczerniał. Zarzucanie któremukolwiek z nas braku zaangażowania i pracowitości przy tworzeniu tej witryny jest po prostu przykre.

    Dzięki Jacku za miłe słowa. Widać, że jak ktoś regularnie tu zaglądał, to wie jak sytuacja wyglądała. :-)

  • Matthias, 14.03.2011; godz.13

    Dziekuję za info jacek_uk
    Sprawdzę to sobie...

  • jacek_uk, 14.03.2011; godz.06

    Moim zdaniem to raczej nalezaloby zlozyc tym panom podziekowania za to ze dzieki ich dzialalnosci strona ta funkcjonowala przez ten niecaly rok.Sprawdz archiwum shoutboxa gdzie znajdziesz posty od redaktorow wyjasniajace przyczyny ich odejscia z tej strony albo po prostu skontaktuj sie z nimi na blogu http://fulhampolska.wordpress.com/

  • Matthias, 14.03.2011; godz.00

    NIC NIE WIEM O TYM ABY ONI TŁUMACZYLI ZAISTNIAŁA SYTUACJĘ.NIC DO MNIE NIE DOTARŁO.PROSZĘ O DALSZE INFO W TEJ SPRAWIE...EWENTUALNIE PROSZĘ O KONTAKT NA MOJE GG..831792

statystyki

Strona istnieje 653 dni Osób on-line: 2 Userów w serwisie: 80 Newsów w serwisie: 413

2010 Copyright for FulhamFC.pl All right reserved (Wszelkie prawa zastrzeżone)
CMS: Wrex Projekt graficzny: Arkadiusz Chatys